„Ścian, ścian do ozdabiania!... Nie ma obrazów, istnieją tylko dekoracje", wołała secesja (s. 203). To ozdabianie zbyt często było natrętne i zarazem tandetne, bo tylko ozdobę mające na względzie, podczas gdy obraz bynajmniej nie jest przedmiotem z istoty dekoracyjnym. Lecz ów głos wołający
0 ściany potrąca kwestię kluczową: chodzi właśnie o nienadążanie za swymi czasami. Bo już wtedy nie owo ozdabianie ścian domagało się nowych rozwiązań, ale samo ich wznoszenie dla mnożącej się gwałtownie ludzkości. Rysowały się także - już wtedy - szanse, by dzięki nowym materiałom
nowym technikom nie ozdoba na ścianie, lecz sama ściana stawała się w nowy sposób użyteczna i zarazem piękna. Wprowadzanie roślin do ornamentyki było smętnym paliatywem znacznie istotniejszej potrzeby - zachowania kontaktu zurbanizowanego człowieka z żywą rośliną, coraz brutalniej wypieraną przez żywiołowy rozwój przemysłu, nie dość umiejętnie chronioną w obrębie miejskiej architektury i w orbicie miejskiego stylu życia. Na tym jednym tylko odcinku widać jaskrawo, jak wyobraźnia nasza - chyba od tamtych zwłaszcza czasów -- nie nadąża. Jules Verne, któremu na ogół nie brakowało fantazji, w roku 1889 rozsnuł obłędną - zdawało się - wizję dziesięciomilionowych metropolii, które miały się pojawić u progu wieku trzydziestego. Tymczasem już dziś mamy, jak wiadomo, co najmniej trzy takie miasta na trzech kontynentach, a megalo-polis - zapowiedź przyszłego świata - ciągnąca się nieprzerwanie na tysiącu kilometrów między Bostonem a Waszyngtonem, liczy z górą trzydzieści milionów mieszkańców. mieszkania Gdańsk | Czy warto pozycjonować |
|