Obok widzimy reprodukcję „wzoru obicia" Voyseya. Dopiero po dłuższym wpatrywaniu się (może dlatego, że reprodukcja jest bezbarwna) odkrywamy w nużącym rytmie powtarzającego się, zawile splątanego układu (chorować parę dni w pokoju z taką tapetą: koszmar!), niby w zagadce rysunkowej, treść ikonograficzną obicia. Od góry poczynając mamy pąk róży, aliści zjada go robak, lecz robaka zje ptaszek ukryty w listowiu poniżej, jeśli zdąży, bo na ptaszka czatuje kot, a jeszcze niżej - zdaje się - czeka na swoją kolejkę w tym bankiecie życia pies, którego ogon opiera się o leżący niżej pąk róży. I tak da capo al fine powtarzają się robaki, ptaki, koty... Niby utwór błahy, a przecież znamienny: zawarły się w nim wyjątkowo świadomie przedstawione, ubogie konkluzje witalizmu tamtych czasów: wśród natrętnej urody stylizowanej flory i fauny rządzi swoiste prawo konsumpcji, „robak się lęgnie i w bujnym kwiecie".
Profesor Wallis -- wspominając o nastrojach pesymistycznych fin de siecle'u - akcentuje jednak przede wszystkim optymizm i dynamizm secesji, jej zaufanie do nowoczesności, podkreśla, że secesja „pragnęła odrodzić sztukę i poprzez tę odrodzoną sztukę - życie" (s. 291). To jest chyba w secesji najbardziej ujmujące, owa po Ruskinie zwłaszcza i Morrisie dziedziczona pasja przetwarzania zewnętrznych kształtów życia, gotowość wałki z bezwładem „stylów historycznych", chęć upowszechnienia piękna. I zarazem to jest może najsmutniejsze: bo secesja przegrała na tym właśnie froncie. Życzenia Walentynkowe | Randki | projekty garaży
|